W sobotę w Wilanowie przed urzędem dzielnicy przy ul. Klimczaka powstanie punkt informacyjny dotyczący nowych zasad segregowania odpadów. Przy okazji odbędzie się też zbiórka: plastiku, metalu, papieru, szkła i elektrośmieci.
Ci, którzy przyniosą puszki, butelki, zużyte baterie czy stary sprzęt elektroniczny, będą mogli wymienić to na sadzonki. Finał Warszawskich Dni Recyklingu odbędzie się w niedzielę 26 kwietnia na pl. Defilad.
Dni Recyklingu to okazja, by podsumować, jak nowy system gospodarki odpadami funkcjonuje w Warszawie od ponad roku, zaś w niektórych dzielnicach od dziewięciu miesięcy. Pamiętamy pierwsze miesiące wdrażania tzw. reformy śmieciowej – zalegające w altankach przed blokami góry worków, nerwowe telefony mieszkańców i administratorów budynków, że firma nie dojechała w terminie, że odpady cuchną od tygodnia i że nie można się dodzwonić na telefon interwencyjny. Teraz wszystko się w miarę unormowało. Kierowcy śmieciarek nauczyli się tras przejazdu i nie ma już mowy o tym, by ominęły jakiś dom na uboczu. Nie jest idealnie – tego nie twierdzę – skargi zawsze będą. Jednak obserwując ich natężenie, życzyłbym sobie, by firmy śmieciowe w całym mieście wywiązywały się z obowiązku odbierania odpadów tak jak w Wilanowie. Bo to tu jest od początku wprowadzenia systemu najmniej interwencji. W tej kategorii Wilanów jest górą!
Jednak żeby nie było za pięknie, parę kwestii jest wciąż do poprawienia. Choćby odbiór suchych traw i gałęzi, który w kilku dzielnicach – w tym właśnie w Wilanowie ‒ odbywa się wciąż akcyjnie, a nie ‒ jak powinno być – regularnie i bezpośrednio z posesji. Mieszkańcy już od tygodni robią w swoich ogródkach porządki, trwa grabienie i przycinanie, ale później nie ma co zrobić z tymi odpadkami, bo ich wywóz zacznie się dopiero… w maju. Worki z trawą i gałęziami stoją więc pod płotami. Jak długo jeszcze? Mam głęboką nadzieję, że w tym sezonie ratusz zdoła te kwestie uregulować z korzyścią dla mieszkańców. Rozmowy z firmami trwają.


